OGŁOSZENIA I MOJA ROZMOWA KWALIFIKACYJNA


Przeglądałam ogłoszenia o pracy dla higienistek w różnych województwach. Podobne „wymagamy”, różne „oferujemy”. Dość często umowa zlecenie.Ogłoszeń całkiem sporo, do wyboru do koloru, ale niestety duża część ogłoszeń w mniej lub bardziej dosłowny sposób informuje, że tak naprawdę chodzi o „panią od wszystkiego”.

 Asystentka, higienistka… mówi się, że to dwa oddzielne zawody, jednak w rzeczywistości są wykonywane równocześnie przez jedną osobę. Pan z portierni nie sprzedaje w szpitalnym sklepiku, pielęgniarka nie odbiera pracy woźnej, ale higienistka bez skrupułów „wygryzie” asystentkę, rejestratorkę, panią woźną, księgowego i technika sterylizacji. A co, jak szaleć to szaleć.

Marzy mi się zobaczyć CZYSTE OGŁOSZENIE  DLA HIGIENISTKI i jeszcze żeby okazało się, że jak napisali tak jest naprawdę. Dla kogoś może wydawać się to nierealne, ale są takie gabinety –
stomatolog ma niezastąpioną asystę, higienistka zajmuje się profilaktyką i edukacją zdrowotną a nad harmonogramem przyjęć pacjentów i telefonami czuwają uśmiechnięte rejestratorki. Nie ma frustracji z nadmiaru obowiązków, chaosu i niepotrzebnego stresu – PRACA W ZESPOLE POPŁACA.

Kiedyś miałam „przyjemność” być na rozmowie kwalifikacyjnej by starać się o stanowisko higienistki. Ogłoszenie znalazłam w sieci, a brzmiało ono tak: „ZATRUDNIĘ HIGIENISTKĘ STOMATOLOGICZNĄ NA CAŁY ETAT”. Wysłałam CV i po kilku dniach zadzwoniła Pani Doktor zapraszając mnie na rozmowę do swojego, jak to nazwała, CENTRUM STOMATOLOGICZNEGO. Była wręcz wniebowzięta, gdy przyjęłam zaproszenie i powiedziałam, że przyjdę na tę rozmowę.

Przychodzę. W poczekalni pusto. Nikt mnie nie wita – nie ma pani rejestratorki. Za ścianą krzyczy jakieś dziecko, po poleceniach wydawanych asystentce, domyśliłam się, że to RWANIE.
Ku uciesze dziecka, właściwie dziewczynki, wizyta wreszcie dobiegła końca, a i moje czekanie się skończyło bo wreszcie ktoś się mną zainteresował.

Zaczęło się. Rozmawiamy.
Im bardziej nasza rozmowa brnie na przód, tym większe moje rozczarowanie…

Zakres obowiązków: osobiste i telefoniczne umawianie pacjentów, prowadzenie dokumentacji medycznej (w tym dla NFZ), obsługa korespondencji, dezynfekcja, sterylizacja, podawanie narzędzi i mieszanie materiałów, przygotowywanie gabinetu do pracy, zanoszenie i przynoszenie prac od technika, zamawianie potrzebnych rzeczy, otwieranie i zamykanie gabinetu no i rzecz jasna… SPRZĄTANIE – podłogi, okna ściany, toalety…

Wzięłam kilka głębszych oddechów, uf… a, że jestem HIGIENISTKĄ, pytam o możliwość samodzielnego wykonywania zabiegów. Dowiaduję się, że „w sumie mogła by Pani je robić, wtedy kiedy mnie nie ma”.
Dalej pytam o formę rozliczania się za nie, wspominając, że w poprzednim gabinecie, w którym pracowałam na początku było to 10% od zabiegu. W odpowiedzi usłyszałam ciszę, DŁUGĄ CISZĘ. Potem, że nie ma takiej możliwości bo ona „robi” pacjentów prywatnych, a ja robiłabym tych na NFZ, a za to jest niewiele kasy więc nie ma skąd dać mi 10 %…

UWAGA! To nie koniec.  Najgorsze w tym wszystkim było to, że liczba godzin pracy w miesiącu miała wynosić blisko 200 godzin, a wynagrodzenie to najniższa krajowa przez 3 miesiące, a potem być może mogłabym zarabiać około 2 tysięcy brutto.


Skąd się biorą takie oferty zatrudnienia?
Panie i Panowie – Higienistki i Higieniści, SZANUJMY SIĘ. Nie zgadzajmy się pracować na takich warunkach.