STOMATOLOGICZNE REALIA PEWNEJ WSI.


Wieś, siedem tysięcy mieszkańców, dwa gabinety oddalone od siebie o 5 km i  dwóch stomatologów. Leczenie prywatne i refundowane z Narodowego Funduszu Zdrowia, minimum profilaktyki, ZERO edukacji zdrowotnej. Lakowanie – rzadkość, kanałówka – zależy jaki kto ma budżet, za to extrakcja najczęstszym zabiegiem, bo tak taniej. 


„Jesteśmy z K. u dentysty.  Chcemy się poradzić bo stomatolog powiedział, że ząb do usunięcia i że nic już z niego nie będzie, mamy się zgodzić?”

Pytam dlaczego do usunięcia, o którego zęba chodzi i co się z nim dzieje. Dowiaduję się, że to górna prawa DWÓJKA, którą poszli zaplombować, ale okazało się, że jest zapalenie miazgi i „trzeba usunąć”. Mówię, że jest coś takiego jak LECZENIE KANAŁOWE, ale stomatolog to chyba powinien wiedzieć. Pytają – i rzeczywiście, słyszał o czymś takim, ale w pierwszej kolejności informuje, że teraz usunie od ręki za 100 zł, a endo to ze dwie wizyty będzie za okolo 300 zł…
 
ŚWIETNIE. WYBIERAJMY TO CO TAŃSZE I NIE WSPOMINAJMY NIC O KONSEKWENCJACH JAKIE MOGĄ POJAWIĆ SIĘ W PRZYSZŁOŚĆI.
 
Wiedziałam, że temat zaniku kości po ekstrakcji to zbyt trudny temat jak na początek „odgruzowywania” rodzinnych zębów, więc podkreśliłam „efekt estetyczny” jaki uzyskają po USUNIĘCIU GÓRNEJ DWÓJKI. Przypomiałam też, że K. ma dopiero 12 lat.

Zapada decyzja – będą leczyć, jednak bez komplikacji obejść się nie może. Pomiędzy kolejnymi endowizytami okazuje się, że pojawił się problem „nie do przeskoczenia”. Ząb, o którym mowa, zaopatrzony fleczerem, ułamał się niefortunnie, więc „teraz to już  nic z tego. Nie zrobi się tutaj plomby, trzeba usunąć.”


I na tym etapie moja cierpliwość się kończy. Zabieram K. do innego stomatologa, który kończy endo  i robi piękną odbudowę na włóknie szklanym. Ząb nadal na swoim miejscu, K. zadowolony.

Za zgodą K, publikuję zdjęcie tej właśnie dwójki, żeby pokazać wam jak wygląda po prawie 3 latach. Po doświetleniu lampą widać jaśniejszy fragment zęba – to kompozyt. Przy świetle dziennym, nawet z bliskiej odległości różnica między szkliwem a kompozytem jest niezauważalna.















Nie chcę obrażać w tym poście „pierwszego” stomatologa. Chcę zwrócić uwagę na problem, z którym borykają się wsie i małe miejscowości  ale i stomatolodzy tam pracujący. Często słyszę, że kogoś boli ząb i idzie na wizytę, żeby go usunąć. Rozumiem, że leczenie stomatologiczne, czy też ekstrakcja – to usługa, ale przecież „po pierwsze nie szkodzić”, czyż nie?
Wiadomo, pacjent zrobi, jak zrobi, jego decyzja, ale idąc do stomatologa, pokazuje tym samym, że (przynajmniej w jakimś stopniu) ma do niego zaufanie, a już na pewno w kwestii zębów, bo to przecież jego zawód. Nie można z góry zakładać, że ludzi mieszkających na wsi nie stać na leczenie i proponować tańsze „rozwiązania” jako jedyne z możliwych. Pacjent ma prawo wiedzieć jakie są możliwości rozwiązania jego problemu niezależnie ile one kosztują. Niestety mocno zakorzeniły się wśród starszych osób takie „wygody” jak „wyrwij, będziesz miał spokój” i podejrzewam, że tłumaczenie, że usunięcie każdego zęba niesie za sobą szereg konsekwencji, zwykle nie jest dla nich żadnym argumentem bo „od lat ludzie mają protezy i żyją”.  

Społeczeństwo ma ubogą wiedzę na temat higieny, profilaktyki, leczenia, ale stomatologia to też edukacja zdrowotna, w której największa nadzieja. 




PS
Z chwilą, w której robiłam zdjęcie, chcąc pokazać odbudowaną dwójką K., swój początek ma już kolejna historia zębowa…


















Tak, tak, czeka „nas” wizyta u ortodonty i sprowadzanie górnego kła🙂